Rodzinka w komplecie:)

Doczekaliśmy się! Po 146 dłuuugich dniach nasza rodzinka jest w komplecie :) Oluś dołączył do nas we wtorek 26.08.2014 r. Podobnie jak dziewczyny przyjechał karetką.
Pierwsze wspólne dni nie są łatwe. Olek musi dostosować się do nowej rzeczywistości. Dotychczas, przez prawie 5 miesięcy, Jego jedynym światem była szpitalna sala. Teraz ma nowy pokój, a w Jego łóżku leżą jeszcze jakieś dwie osóbki :) Nasz rodzynek nie chce jeść i jest dosyć płaczliwy, trzeba nosić Go na rękach. Ale podchodzimy do tego ze spokojem, bo to samo było z Alicją miesiąc temu. Z czasem na pewno wszystko wróci do normy :) A za kilka dni wybierzemy się na pierwszy wspólny spacer :)

20140830-131457.jpg

20140830-131506.jpg

20140830-131536.jpg
Pierwsze kłótnie między rodzeństwem – Olek i Ala :)

20140830-131816.jpg
Olusiu, witamy Cię serdecznie!

Nasz Oluś…

Oluś miał wyjść ze szpitala już jakiś czas temu. Jednak z powodu naszej dzisiejszej „wycieczki”, został dłużej w szpitalu w Zabrzu. Nie chcieliśmy narażać Go na niewygody związane z podróżą, a On przecież oczy ma zdrowe. Miał więc wyjść do domu w ten czwartek. Miał, bo przyplątało się do Niego jakieś choróbsko :( Kaszle i ogólnie jest bardzo osłabiony, a ze względu na płuca dostaje antybiotyk :/ Z jednej strony może to i dobrze, że był w szpitalu, ponieważ słabo saturował, w domu mogłoby być różnie. Z drugiej jednak – może gdyby był w domu, nie zachorowałby? Ech… Oluś, wracaj już do nas, czekamy na Ciebie!!! :) :*

20140819-205755.jpg

20140819-205809.jpg

U profesora Prosta

Byliśmy dziś z dziewczynkami na wizycie w klinice okulistycznej u profesora Prosta. To jedyny specjalista w Polsce, który leczy retinopatię wcześniaczą poprzez przyłożenie siatkówki oka u tak małych pacjentów.
Wyruszyliśmy bladym świtem, około godziny 7. ;)

20140819-201901.jpg

20140819-201920.jpg
Dziewczyny najedzone, mieliśmy nadzieję, że wytrzymają w podróży przynajmniej do następnego karmienia. Niestety, One miały inne plany :) Płacz zaczynał się średnio po przejechaniu 100km. Jakiegoś GPS-a mają wbudowanego, czy co? :) Nie pomagały nawet super wypasione karuzele :) Był koncert na dwa głosy :)

20140819-201956.jpg
Dobrze, że jechaliśmy tylko do Warszawy, a nie do Gdańska ;)
Selfie z podrózy ;)

20140819-202115.jpg
Mimo wszystko udało się nam dojechać na miejsce przed czasem.
Księżniczki dzielnie zniosły badania, choć mama nie mogła nawet na to patrzeć :)
Diagnoza: u Ani retinopatia wcześniacza 5. stopnia (czyli najgorsza) w obu oczach, u Alicji w prawym oku. Alunia lewe oko ma w lepszym stanie, ale również wymaga ono leczenia – za kilka miesięcy czekają nas okulary.
Obie dziewczynki zostały zakwalifikowane do leczenia operacyjnego – witrektomii.

http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Witrektomia

Warunek – dzieci do tej operacji muszą mieć ukończone 9 miesięcy życia. Dlatego dziewczynki operowane będą w styczniu. Nawet dobrze się złożyło, ponieważ prawdopodobnie załapiemy się na nowy kontrakt z NFZ i operacje będą refundowane (w przeciwnym razie za jedną operację musielibyśmy zapłacić 8 000 zł, a operacji będzie minimum 3).
Niby wiedziałam, po co jechaliśmy do profesora. Wiedziałam, jaka jest diagnoza u dziewczynek (głównie chodzi o Anię). A jednak w głębi serca miałam nadzieję usłyszeć, że nie jest wcale tak źle. Niestety usłyszałam to, co mówili inni lekarze okuliści. Aż łza w oku się zakręciła :( Profesor Prost określił szanse powodzenia operacji na 20%. To dużo czy mało? Jeśli operacja się powiedzie, Ania będzie widziała na około 2 metry. Ale będzie widziała. Prosimy Was o modlitwę i trzymanie kciuków. Kurcze, Diewczyny! Tyle już przeszłyście, teraz też dacie radę!
W Warszawie zatrzymaliśmy się w budynku Hospicjum dla Dzieci. Nie chcieliśmy już męczyć dziewczynek podróżą. Dziś spokojnie się wyśpią, a do domu pojedziemy jutro.
Zmęczone po dniu pełnym wrażeń

20140819-204139.jpg
Dobrej nocy!

20140819-204203.jpg

Na budowie :)

Dziewczynki pojechały dziś na budowę sprawdzić, kiedy będą mogły zamieszkać w swoim pokoju. Inspekcja była udana, a dziewczyny padły ze zmęczenia :)

20140816-164818.jpg

20140816-164826.jpg

20140816-164837.jpg

20140817-082534.jpg
Alicja płakała całą drogę z Gliwic do Żor, co zapowiada ciekawą podróż do Warszawy w najbliższy wtorek :) Wybieramy się tam do kliniki okulistycznej, do profesora Prosta, sprawdzić, czy jest szansa na przyłożenie siatkówki u dziewczynek. Wizytę mamy o godz. 13:30, więc później zostanie nam cały dzień w stolicy. Może zabierzemy księżniczki na spacer do Łazienek? Oby tylko pogoda dopisała. Planujemy zostać w Warszawie na noc i wracać następnego dnia. A gdy będziemy już w domu… będziemy szykować się na przyjście Olka ze szpitala. :)

Skrót wiadomości

Skrót najważniejszych wiadomości :)
- Olek zostanie w szpitalu do naszego powrotu z Warszawy. Uzgodniliśmy to z naszą panią doktor, nie chcemu chłopaka męczyć długą podróżą.
- Oluś miał dziś badanie kardiologiczne i wszystko jest dobrze :) Kontrola za pół roku :)
- Dziewczynki trochę dziś gorączkują, tatuś rano pędził do apteki po paracetamol :)
- Byliśmy dziś na pierwszej wizycie u rehabilitanta. Zdecydowaliśmy się na rehabilitację metodą Voyty. Było trochę płaczu, ale byliśmy na to przygotowani. Od jutra zaczynamy ćwiczenia w domu.

W drodze na rehabilitację

20140807-202439.jpg

20140807-202452.jpg

20140807-202505.jpg

20140807-202515.jpg

Uśmiech losu

Patrzę na moje dziewczynki, jak słodko śpią i wciąż nie dociera do mnie, że jestem mamą :) Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że dzieci to nigdy nie była moja bajka. Podobno nawet u mnie w firmie powstała (żartobliwa) lista, która z dziewczyn i kiedy „zaciąży”, a mnie na tej liście nawet nie było (!!!). Czy trzeba dodawać coś więcej? ;)
Moja (kochana) teściowa stwierdziła, że widocznie „na górze” uznali, że nadaję się jednak na mamę, skoro mam aż troje dzieci :)
Taaaak, tylko zapomnieli tego ze mną skonsultować ;)
Chichot losu? Teraz już wiem, że to raczej UŚMIECH losu :)
I to taki od ucha do ucha, pełną gębą! :)

20140804-070235.jpg
…albo trzy maleńkie osóbki…

Pierwsze koty za płoty :)

Dziewczyny są już w domu :) Miały przyjechać w czwartek, ale udało się i były u nas już dzień wcześniej :)
We wtorek rano telefon – nasza pani doktor. „Dziewczynki przyjadą jutro rano, jesteście gotowi?” – na to zdanie czekałam cztery miesiące… Ale jak to „jutro”? Miały być pojutrze. Aaaaaa! Ogarnęła mnie lekka panika – czy na pewno wszystko mamy gotowe?
Musieliśmy jeszcze odebrać wózek, przecież w czymś na spacer trzeba będzie pójść :) Mieliśmy odebrać go w czwartek, ale skoro plany dziewczyn się pozmieniały, odebraliśmy go w środę z samego rana.
Wózek wraz z całym oprzyrządowaniem (foteliki itp.) otrzymaliśmy od mojego Szefa, jako prezent od firmy. Dodatkowo pracownicy zrobili zrzutkę i dostaliśmy jeszcze dwie ogromne torby z zabawkami, kocykami, ręcznikami i spory zapas pieluch i chusteczek nawilżanych :) To naprawdę coś. Jeszcze raz stokrotne dzięki!!! :)
Zapakowaliśmy auto po sam dach :)
Ze szpitala Ania i Alicja przyjechały jak na gwiazdy przystało – samochodem z szoferem ;) (karetka), a do domu pan doktor wnosił Je na rękach :)
W domu czekały już panie z hospicjum i cały potrzebny (oby okazało się, że jednak nie był potrzebny) sprzęt. Ogólnie dosyć spore zamieszanie :) Dopiero gdy wszyscy poszli, mogliśmy nacieszyć się „sam na sam” z naszymi dziewczynkami :) Po południu pojechałam jeszcze do Olka, w końcu nie możemy zostawić Go samego :) Minęły pierwsze noce dziewczynek poza szpitalnymi murami. Trochę się denerwowałam, ale nie było źle. Nasze kruszynki smacznie spały, budziłam Je tylko na karmienie i podanie leków. Jeśli tak będzie nadal, może jakoś przetrwamy te pierwsze kilka lat? :)

Alicja i Ania w swoim (tymczasowym) łóżku

Te piękne ochraniacze uszyła Ciocia Reginka – pozdrawiamy i dziękujemy !!! :)

20140802-081538.jpg

20140802-081549.jpg

P.S. Może Oluś w przyszłym tygodniu do nas dołączy ;)

20140802-083838.jpg

20140802-083847.jpg