Dlaczego?!

To wszystko nie tak miało być! Dlaczego zamiast na spacer muszę jechać z dziećmi na rehabilitację? Dlaczego zamiast pięknych kolorowych zabawek moje dziewczynki mają same czarno-białe? Dlaczego inne dzieci mają beztroskie dzieciństwo, a dla moich dzieci dzieciństwo to szpitale, lekarze, lekarstwa, rehabilitacja? Dlaczego?! Dlaczego inne mamy cieszą się z pierwszych kroczków, pierwszego wypowiedzianego słowa, a ja popłakałam się ze szczęścia, gdy Alicja spojrzała na moją twarz? Życie nie jest sprawiedliwe, wiadomo. Ale dlaczego niepełnosprawność nie dotknęła mnie, tylko moje dzieci? Ostatnio myślę o tym na okrągło. W ciągu dnia jakoś się trzymam. Wśród tylu obowiązków nie ma kiedy się mazgaić. Ale gdy nadchodzi wieczór, chce mi się wyć do księżyca. Kotłują się we mnie uczucia – złość, żal, smutek. Raz jestem wściekła, innym razem przerażona. Jestem wściekła na siebie, że nie dałam rady, zawiodłam dzieci. Przypominam sobie moją ciążę dzień po dniu i wyliczam, co zrobiłam źle, co powinnam zrobić inaczej. Mam wrażenie, że bliscy tez wiedzą, że to moja wina, ale nikt mi tego nie powie, żeby mnie nie dobić.

Za kilka lat dziewczynki spytają mnie (jeśli w ogóle będą w stanie), dlaczego są chore. Co im wtedy powiem? „Przepraszam”? To nie sprawi, że cudownie ozdrowieją…

Sesja z brzuszkiem

Jest kilka zdjęć, na które nie mogłam patrzeć po narodzinach dzieci. To fotki z sesji ciążowej, zrobione krótko przed tym, jak trafiłam do szpitala. Zajrzałam do nich dopiero niedawno, gdy emocje trochę opadły. Piękna pamiątka. Nie mogę się już doczekać sesji z dziećmi, bo taką oczywiście też planujemy :)

(Zdjęcia zrobione przez super babkę – Jolantę Zygmunt-Więzik)

20140716-084939.jpg

20140716-084947.jpg

20140716-084955.jpg

20140716-085002.jpg

20140716-085009.jpg

20140716-085016.jpg

20140716-085022.jpg

20140716-085028.jpg

20140716-085035.jpg

20140716-085041.jpg

20140716-085047.jpg

20140716-085053.jpg

20140716-085059.jpg

20140716-085105.jpg

20140716-085111.jpg

20140716-085119.jpg

20140716-085125.jpg

20140716-085131.jpg

20140716-085137.jpg

20140716-085144.jpg

20140716-085151.jpg

20140716-085157.jpg

20140716-085203.jpg

Tak to się zaczęło…

Wszystko zaczęło się trochę ponad rok temu. Zbliżały się moje trzydzieste urodziny i wspólnie z Arkiem zdecydowaliśmy, że to najwyższy czas, aby postarać się o dziecko. I stało się, dwie kreski na teście ciążowym :) Wizyta u lekarza, potwierdzenie ciąży – standard. Ale kolejna wizyta nie była już taka standardowa – usłyszałam od mojego lekarza: „To mamy kłopot w nadmiarze” :) Gdy pokazał mi na USG trzy bijące serduszka, byłam w szoku. Liczyłam po cichu na bliźniaki, ale trojaczków się nie spodziewałam…

Dosyć szybko poznaliśmy „konfigurację” – dwie dziewczynki i chłopiec :) Super! Teraz tylko wybrać imiona :) Ania i Aleksander były pewne. Pod znakiem zapytania była Alicja. Arek chciał Nadię. Ale wtedy nie byłoby Drużyny A! :) Stanęło na moim ;) Jest Ania, Aleksander i Alicja :)

W 23 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala – przedwczesne skurcze, ciąża zagrożona. Udało się nam wspólnie wytrwać jeszcze prawie 3 tygodnie.

02 kwietnia 2014 roku – 26 tydzień ciąży – dzień podobny do poprzednich. Był u mnie Arek, przyniósł smakołyki dla swojej potrójnej ciężarówki ;) Jak zwykle wyszedł dopiero wieczorem. Wszystko wydawało się być OK. Wydawało się…

Po godzinie 22-giej odeszły mi wody. Natychmiast badanie i decyzja lekarza dyżurnego – na porodówkę. Wszystko działo się bardzo szybko. A ja byłam przerażona. Wiedziałam, że to za wcześnie. Bałam się, czy dzieci urodzą się żywe, a jeśli tak, to co z nimi będzie… Krótko po godzinie 23-ciej Drużyna A była już na świecie. Niestety nie słyszałam ich płaczu, nie mogłam ich przytulić, ani nawet zobaczyć :( Dzieci były w ciężkim stanie. Czekałam na Arka, a łzy ciekły mi po policzku. Czułam wtedy tylko strach. Tak bardzo chciałam im powiedzieć „przepraszam”. Dzieci były w 100% zależne ode mnie, a ja nie dałam rady. Nie ochroniłam ich. Przepraszam…

Gdy Arek przyjechał, mógł zobaczyć dzieci. Nasze kruszynki…

Ania: 800 gram, długość 38 cm

Alicja: 790 gram, długość 38 cm

Aleksander: 820 gram, długość 39 cm

Ja po raz pierwszy mogłam je zobaczyć dopiero dwa dni później. To był szok! Takie maleństwa… Bezbronne, słabe, a jednak walczące o to życie. Leżały w inkubatorach, zaintubowane, podłączone do miliona kabelków i czujników. Anię pierwszy raz zobaczyłam tydzień po porodzie, ponieważ od razu została przewieziona do Zabrza.
To jej tak spieszyło się na ten świat…

Ania - pierwsze chwile życia

Ania – pierwsze chwile życia