Dzień Matki – drugi, ale pierwszy

26 maja 2015 – mój drugi Dzień Matki. Drugi, a jakby pierwszy. Rok temu spędziłam ten dzień w szpitalnym korytarzu. Dzieci leżały jeszcze na OIOMie (choć miały już prawie 2 miesiące) i to był jeden z tych dni, gdy nie można było do nich wejść. Udało mi się dopiero przed końcem godzin odwiedzin. Na jakieś 15 minut. Mogłam się z nimi przywitać, dotknąć, jak co dzień powiedzieć im, że kocham. W tym roku mogę przytulić całą trójkę, wycałować i bez końca powtarzać, że kocham :)
Ale to nie jedyna różnica między tymi dwoma Dniami Matki. Rok temu nie czułam, że jestem mamą. Bo przecież mama powinna być z dziećmi, zapewniać im bezpieczeństwo, a nie odwiedzać w szpitalu 2-3 godziny dziennie (dopiero gdy opyściły OIOM, mogłam spędzać z nimi więcej czasu). Mama powinna tulić dzieci do snu, ja ich wtedy przytulić nie mogłam. Mogłam jedynie dotknąć te małe rączki i stópki. Mama powinna czytać dzieciom książki, opowiadać bajki o smokach i księżniczkach. O! To mogłam robić, choć tylko zza szyby inkubatora…
Rok temu nie czułam, że jestem mamą. A w tym? Cóż… Chyba dopiero zaczyna to do mnie docierać :) Z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiam sobie, że żyję już nie dla siebie, a dla tych trzech małych osóbek. Że jestem odpowiedzialna za ich życie. Bo bycie mamą to nie tylko noszenie w torebce chusteczek nawilżanych do wytarcia brudnych rączek czy buzi :)
I boję się. Czy podołam tej roli? Czy 26 maja 2034 roku dzieci złożą mi życzenia z miłością i z całego serca, czy może tylko z poczucia obowiązku? Czas pokaże…

20150526-080555.jpg
Chciałabym być właśnie takim przyjacielem mojej trójki. Tego życzę sobie w dniu mojego święta – drugim pierwszym Dniu Matki :) oraz Wam, drogie Mamy, które zaglądacie do mnie na bloga :)