Moje dzieci w internecie

Dużo mówi się o tym, żeby nie umieszczać zdjęć dzieci w internecie. A mimo to ja to robię. Wręcz zasypuję Was nimi. Telefon mam ciągle pod ręką, by w jednej chwili zrobić zdjęcie któregoś z dzieci i wrzucić je na ich profil na Facebooku. Już sam fakt, że prowadzę na FB ich stronkę może oburzać. Bo gdzie ich prywatność, intymność? Przecież w internecie roi się od pedofilii, a nawet jeśli żadne ze zdjęć nie trafi w łapy jakiegoś zboczeńca, to za kilka lat mogą się z nich śmiać ich rówieśnicy.

Jestem tego wszystkiego świadoma. A jednak to robię. Dlaczego? Z dwóch powodów (kolejność przypadkowa):

1) Dla kasy. Tak! Dla kasy! Nasze dziewczynki potrzebują rehabilitacji. Niestety „Służba zdrowia” oferuje nam 120 osobodni rocznie – w tym zawiera się rehabilitacja i wizyty lekarskie. (Udało mi się załatwić dzieciom orzeczenie o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju. Z tego chyba będzie godzina lub dwie rehabilitacji tygodniowo – to już coś) Przy takich dzieciach jak nasze te 120 osobodni to NIC. Żeby rehabilitacji starczyło do końca roku, wychodzi po 2 spotkania w tygodniu po 45 minut. W dodatku jak to dzieci – czasem (a w zasadzie często) płaczą, nie można prowadzić ćwiczeń. A godziny są „odhaczone”. Dlatego musimy organizować rehabilitację prywatnie. W tej chwili miesięcznie kosztuje ona nas około 2000 – 2200 zł. Dodatkowo chcemy, by dzieci pojechały na turnus rehabilitacyjny. To koszt rzędu 5000 zł. Dużo, co? I skąd na to wszystko brać? I tu ratuje nas nasz profil i chyba trochę blog (Mam nadzieję, że ta moja pisanina też coś daje). Bo to dzięki naszym „fanom” :) na naszym fundacyjnym koncie pojawiają się kolejne złotówki (ostatnio nawet Euro!). Internet, a w szczególności Facebook ma moc! Można organizować różne akcje, zbiórki, bazarki itd. Jest fundacja Siepomaga, poprzez którą można zbierać pieniądze, właśnie na Facebooku (na pewno słyszeliście o zbiórce na Zuzię, udało się zebrać prawie 6 mln złotych) – jesteśmy w trakcie załatwiania formalności, też będziemy Was prosić o wsparcie poprzez Siepomaga :)

2) W internecie mogę wykreować swój własny świat. Mam nad nim kontrolę. Przekazuję to, co chcę i jak chcę. Z założenia na Facebookowym profilu Drużyny A pojawiają się tylko pozytywne wpisy. Nawet, gdy rzecz dotyczy nieprzyjemnych spraw – jak np. rehabilitacja, staram się przedstawiać ją w pozytywnym świetle. Nie piszę nigdy o tym, że dziewczynki płaczą, nie robię im wtedy zdjęć. A szczególnie podczas ćwiczeń metodą Vojty, gdy dziewczynki płaczą, a ja razem z nimi. Staram się zawsze „cyknąć” zdjęcie, gdy dzieci są akurat uśmiechnięte i wrzucam post o tym, jak dzielnie ćwiczą. To jest taka moja domowa psychoterapia. Celebruję dobre momenty, nawet te najmniejsze. Myślę też, że na świecie jest wystarczająco dużo nieszczęść, nie muszę jeszcze nikogo obarczać naszymi problemami. Cieszę się, gdy ktoś mi pisze, że zaczyna dzień od zerknięcia na profil Drużyny, by dostać pozytywnego kopa :) Nie ukrywam, że miło mi, gdy ktoś pisze, że jestem super mamą :) Choć nie zapominajcie o tym, że w naszej Drużynie jest też tata i On też robi kawał dobrej roboty ;) Na blogu również piszę tyko to, co chcę. Do wczoraj było to takie ogólne pisanie. Dopiero we wczorajszym poście otworzyłam się i napisałam, co czuję (http://milosc-do-potegi-trzeciej.blog.pl/2015/05/29/dlaczego/). Ten nasz internetowy świat jest moją odskocznią od rzeczywistości. Moim azylem.

Jak widzicie mam powody, dla których wizerunek Ani, Alicji i Aleksandra ukazał się w internecie. Staram się jednak, żeby ten wizerunek był pozytywny. Przed wrzuceniem zdjęcia, pytam sama siebie, czy gdybym to ja była na zdjęciu, to czy nie wstydziłabym się go. Staram się nie robić dzieciom zdjęć w niekomfortowych dla nich sytuacjach – gdy płaczą, są nagie itd. Nigdy tez nie zobaczycie pierwszego razu Drużyny na nocniku :) To tyle. Mam nadzieję, że to rozumiecie. A tych z Was, którzy nie byli jeszcze na naszym Facebookowym profilu, serdecznie zapraszam na: https://www.facebook.com/pages/Dru%C5%BCyna-A/1465744497024083

A gdyby ktoś chciał wpłacić co nieco na nasze konto, podaję nr:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
Ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
Nr: 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
Tytułem: 25337 Czerkies Anna – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Wpłaty zagraniczne:

Kod SWIFT (BIC): BPHKPLPK

PL 48 10600076 0000321000196523 (darowizny w dolarach amerykańskich USD)

PL 11 10600076 0000321000196510 (darowizny w euro)11295612_1573624072902791_1741293696865097953_n

Aleksander – totalnie niesamowity gość!

Nadszedł czas na wpis o Olusiu. O ile w przypadku Ali od poprzedniego o Niej wpisu w zasadzie niewiele się zmieniło, to w przypadku Olka zmieniło się wszystko! Ostatni wpis: http://milosc-do-potegi-trzeciej.blog.pl/2014/07/17/aleksander-trojak-ii/

Gdy ludzie mówią, że cuda się nie zdarzają, opowiadam im o moich dzieciach :) Bo jak inaczej nazwać to, że są z nami, rosną, rozwijają się? Jeśli to nie jest cud, to nie wiem, co jest cudem.

Olek urodził się jako drugi. Zawsze żartujemy, że dziewczynki Go osłoniły i dlatego to On jest w najlepszej formie :) Choć w szpitalu był o miesiąc dłużej ;) W tej chwili Olek rozwija się prawidłowo :) Jest wprawdzie podejrzenie niedosłuchu, ale badania mają czasem zafałszowane wyniki, dlatego musimy je powtórzyć – Olek reaguje na dźwięki.

Mamy teraz w domu dwie księżniczki i raczkujące ADHD :) Wszędzie Go pełno, zachowuje się jak rozpieszczony jedynak ;) W ogóle nie bierze pod uwagę tego, że ma jeszcze dwie siostry i czasem jest kłopot np. przy karmieniu, gdy jestem sama z dziećmi :) Ale i tak Oluś jest naszym najukochańszym syneczkiem ;) Naszym cudem!!! Dziecko z 25 tygodnia ciąży, kilka miesięcy w szpitalu, respirator, bezdechy… A teraz? Raczkuje, staje przy meblach, za ręce próbuje stawiać pierwsze kroczki. Łasuch z Niego straszny :) Jako jedyny z całej trójki je już zupki i tego typu papki ;) No cud! :) No i przystojniak z Niego! W przyszłości będzie łamał kobiece serca ;)

Oluś to totalnie niesamowity gość :)

IMG_2406IMG_1777 IMG_2975 IMG_2835IMG_2278  IMG_2472 WP_20150405_075   IMG_2684 22_332_3IMG_2828  44_3zdjęcie 1 zdjęcie 3zdjęcie 2 

Alicja – uśmiechnięte słoneczko :)

Dziś kilka słów o Aluni. Nikt nie uśmiecha się tak pięknie i tak często jak Ona :) Alicja płacze bardzo rzadko, za to ciągle się uśmiecha. Potrzebuje bliskości, błyskawicznie reaguje na głos – oczywiście uśmiechem :)

Co zmieniło się od poprzedniego wpisu o Alicji? (http://milosc-do-potegi-trzeciej.blog.pl/2014/07/17/alicja-trojak-iii/) W zasadzie niewiele. Wciąż nas nie słychać – Alunia płacze bezgłośnie, czeka nas wizyta u laryngologa. Wciąż zmagamy się z retinopatią :( Malutka przeszła już jeden zabieg witrektomii (przyłożenie siatkówki), jednak po ostatniej kontroli u okulisty nie mamy dobrych wieści – odwarstwiona siatkówka w obu oczkach :( Czekamy na wizytę u profesora Prosta. Ale walczymy, każdego dnia. Alicja jest rehabilitowana – rehabilitacja ruchowa metodą NDT Bobath oraz Vojty (wszystko w miarę możliwości i na ile zdrowie pozwala), rehabilitacja wzroku. Prawdopodobnie za kilka dni rozpoczniemy rehabilitację w wodzie :) Jest ciężko, to fakt. Ale wystarczy uśmiech Alicji, żeby rozgonić czarne chmury i by zaświeciło słońce. Bo Ala to nasze słoneczko :) To dziecko tyle przeszło – już od pierwszych chwil życia badania, operacje, szpital , lekarze, problemy ze wzrokiem. Później kłopoty z jedzeniem, znów szpital. Podejrzenie padaczki (2 razy badanie eeg z czystym zapisem – ufff!), niedosłuchu. A Ona wciąż się uśmiecha :) Chyba nie ma na świecie drugiego takiego śmieszka :) Zresztą zobaczcie sami :)

11014968_1568374520094413_5318825302316866629_n 11178203_1564244630507402_1994958079866342424_n 11193333_1567431610188704_926527005797018028_n 11209687_1566966160235249_2231601631013362623_n 11219076_1566966173568581_4177451945299223586_n12_323_3